Blog

Pojęcia podstawowe cz. 4: Kara i konsekwencja

W kwestii stosowania kar i konsekwencji istnieją trzy zasadnicze stanowiska. Pierwsze mówi, że zarówno kary jak i konsekwencje można stosować przy pracy z dziećmi, o ile robi się to z sensem i umiarem. Drugie mówi, że kar stosować się nie powinno, ale konsekwencje już można. Trzecie mówi, że konsekwencje i kary są w gruncie rzeczy tym samym i opierają się na niepodmiotowym traktowaniu dziecka, w związku z czym nie należy ich stosować. Prawdpodobnie część sporów w tym zakresie wynika ponownie z definicyjnej nieścisłości. Chcielibyśmy się tym tutaj, oczywiście, zająć.

Na początku warto zaznaczyć, że jesteśmy zdania, iż między karami a konsekwencjami istnieje jednak jakaś różnica i że różnica ta powoduje, iż konsekwencje można z czystym sumieniem stosować, a kary już niekoniecznie. To, co odróżnia konsekwencję od kary, składa się naszym zdaniem z dwóch czynników.

Pierwszym z nich jest bezpośrednie powiązanie konsekwencji z zaistniałym niepożądanym zachowaniem, w przeciwieństwie do kary, która ma być dla dziecka po prostu odczuwalna. Zarówno konsekwencje, jak i kary stosowane są najczęściej w przypadku utraty naszego zaufania do dziecka. Ta utrata zaufania jest zazwyczaj powiązana ze złamaniem jakiejś umowy pomiędzy nami a dzieckiem przez dziecko właśnie. Wyobraźmy sobie, że nasze nastoletnie dziecko umawia się z nami, że wróci z imprezy o 23:00. Nie wraca jednak na czas, ponadto nie odbiera telefonu i wtacza się w końcu do domu o 3:00 kompletnie pijane. Można oczywiście uznać to za jednorazowy wybryk i nie utracić zaufania do dziecka, ale jeśli to zaufanie zostanie w większym stopniu nadwątlone w taki sposób, że rozmowa i zapewnienia ze strony nastolatka nas nie przekonają, możemy zastosować różne ograniczenia. Możemy na przykład odebrać dziecko bezpośrednio z imprezy czy poprosić o to innego rodzica (i będzie to konsekwencja – my zapewniamy sobie, że nasz nastolatek wróci do domu i nie będziemy się o niego martwić, ale nie mamy do niego na tyle zaufania, by pozostawić to w jego rękach), możemy też np. dać dziecku szlaban na komputer (i będzie to karą, bo nie jest to powiązane w żaden sposób z zaistniałym problemem – ma po prostu zaboleć i wywołać niemal behawioralny odruch). Ktoś spostrzegawczy zauważy pewnie, że można również zakazać nastolatkowi wychodzenia na imprezy i będzie to powiązane z problemem, a jednocześnie brzmi to niepokojąco podobnie do rozwiązania ze szlabanem. I tutaj pojawia się drugi czynnik definiujący konsekwencję.

Jest nim, naszym zdaniem, to, że przy stosowaniu konsekwencji dysponujemy tylko władzą nad sobą, a przy stosowaniu kar w dużo większym stopniu dysponujemy władzą nad dzieckiem. Wyobraźmy sobie, że pozwalamy dziecku skorzystać z naszego komputera, ale prosimy, aby nie otwierało folderu o nazwie „Praca”. Przyjmijmy, że dziecko mimo tego, otworzy folder i przypadkiem usunie jakieś ważne dla nas pliki. Konsekwencją będzie tutaj np. nadzór nad korzystaniem przez dziecko z naszego komputera czy nauczenie go, w jaki sposób usuwa się pliki, aby nie doszło do podobnej sytuacji, ale konsekwencją jest tu również zakaz używania komputera pod naszą nieobecność. Dysponujemy bowiem w tym momencie swoim komputerem, a nie sprzętem, który podarowaliśmy dziecku.

Ważne jest dla nas przy tym, aby stosować w takiej sytuacji tylko minimalne środki do zapewnienia nam zabezpieczenia związanego z utratą zaufania do dziecka. Może się oczywiście okazać, że tym minimum będzie jakiś zakaz, ale uważamy za istotne, aby pilnować, by było to rzeczywiste minimum, niepodparte naszą chęcią ukarania dziecka czy odegrania się na nim.

Wyobraźmy sobie, że nasze dziecko ma w pokoju piłkę do koszykówki. Prosimy je, aby nie rzucało piłką o ścianę, gdyż z tego powodu pojawiają się na ścianie ślady, ściana się brudzi, itp. Przyjmijmy, że pomimo naszych licznych próśb, dziecko i tak rzuca tą nieszczęsną piłką o ścianę. Naszym zdaniem w takiej sytuacji karą jest skonfiskowanie dziecku piłki, ale skonfiskowanie jej i wydawanie za każdym razem, gdy dziecko tego zażąda, by wyjść z nią na podwórko, jest już konsekwencją. Można powiedzieć, że w przytoczonym przykładzie korzystamy z władzy nad dzieckiem, bo odbieramy mu piłkę. Ale czy w praktyce nie chronimy po prostu swojej ściany przed zniszczeniem?

Dobrym sprawdzianem będzie tu wyobrażenie sobie, że w takiej samej lub podobnej sytuacji znajdujemy się w stosunku do osoby dorosłej. Czy jeśli zaproszona do naszego domu osoba zacznie dźgać scyzorykiem naszą kanapę pomimo naszych próśb, by tego nie robiła, skonfiskowanie scyzoryka i zwrócenie go przy wyjściu tej osoby, będzie okazaniem władzy nad tą osobą czy nad naszą kanapą? Oschłe zachowanie wobec osoby, która nas obrazi jest karą czy konsekwencją? A jeśli wymagamy od naszego znajomego, który notorycznie się spóźnia na spotkania z nami, aby dzwonił do nas, kiedy wychodzi z domu, abyśmy mogli upewnić się, że tym razem się nie spóźni, okazujemy w ten sposób władzę nad nim? Czy tylko zabezpieczamy się przed stratą czasu wynikającą z jego spóźnienia?

Podstawienie osoby dorosłej do problematycznej dla nas sytuacji rozwiązuje też problem podmiotowości. Bo jeśli traktujemy dziecko jak dorosłego, to raczej nie traktujemy go niepodmiotowo, czyż nie? Chociaż o podmiotowości będzie właśnie następny wpis.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *