Blog

Pojęcia podstawowe cz. 5: Podmiotowość

Kiedy mówimy o traktowaniu kogoś podmiotowo, to mamy na myśli, że chcemy traktować go z szacunkiem i powagą. I tu zaczynają się schody, gdyż rozumiemy te pojęcia bardzo różnie. Zostawmy na chwilę kwestię komunikacji z dziećmi i pomyślmy, co mamy na myśli, kiedy mówimy o podmiotowym traktowaniu osoby dorosłej.

Tutaj znowu dość trudno stwierdzić, co mamy na myśli, kiedy używamy takiego sformułownia. Oczywiście, większość z nas zgodzi się, że to dobrze jest traktować ludzi podmiotowo, ale możemy mieć problem, żeby określić, z czym to się konkretnie wiąże. Proponuję zatem wyjść na chwilę do jakiegoś innego obszaru, w którym używamy tego samego pojęcia, a mianowicie do etyki.

Kiedy mówimy o kimś, że jest podmiotem etycznym, to mamy na myśli kilka rzeczy. Po pierwsze mamy na myśli, że obowiązują go zasady etyczne, które ustanawiamy i będziemy od tego kogoś oczekiwać etycznego działania, a zatem zakładamy, że ma on możliwość dokonania wyboru i wzięcia za taki wybór odpowiedzialności. Po drugie, mamy na myśli, że inni są zobowiązani zachowywać się etycznie wobec takiej osoby. Zwierzę może być przedmiotem etyki, a nie jego podmiotem w tym sensie, że możemy na siebie narzucić jakieś reguły postępowania wobec zwierząt, ale nie możemy od zwierząt oczekiwać etycznego postępowania i obarczać ich odpowiedzialnością za popełnione przez nie czyny. Jeżeli karcimy obgryzającego meble psa, to staramy się po prostu stymulować pożądane zachowanie. Możemy jednak założyć psu kaganiec, zamknąć go w pomieszczeniu czy trzymać go na smyczy nie dlatego, że coś zrobił, ale dlatego, że zakładamy, iż może coś zrobić.

Cały nasz system karny z więzieniami, sądami, policją, itd. opiera się na założeniu takiej właśnie podmiotowości – na tym, że ludzie mogą zadecydować o tym, jak postąpią. Gdybyśmy takiego założenia nie przyjmowali, moglibyśmy np. wyławiać potencjalnie agresywne osoby i prewencyjnie wsadzać je do więzień (ponieważ i tak musiałyby one zachowywać się agresywnie i nie miałyby żadnego wpływu na swoje czyny). Całe nasze społeczeństwo stoi na założeniu podmiotowości ludzi, czyli założeniu, że mogą oni podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność.

Ta podmiotowość nie jest jednak całkowita nawet w świecie dorosłych i otwartym pozostaje pytanie, czy powinna taka być. W większości krajów nie można kupić legalnie przynajmniej niektórych narkotyków, prowadzić samochodu bez prawa jazdy, można kogoś ubezwłasnowolnić, jeśli jego stan psychiczny oznacza niemal całkowitą utratę kontaktu z rzeczywistością. Zauważmy, że jest to właśnie ograniczenie podmiotowości, gdyż odbieramy ludziom prawo do podjęcia wyboru i przyjęcia konsekwencji (zazwyczaj dlatego, że uważamy, iż te potencjalne konsekwencje są zbyt drastyczne albo że osoba ta nie ma dostatecznych zasobów, aby móc świadomie taki wybór podjąć). W przypadku dzieci tych ograniczeń podmiotowości mamy jeszcze więcej.

Ograniczenia podmiotowości dzieci wynikają z założenia, że nie rozumieją one rzeczywistości jeszcze w takim stopniu, aby być gotowym na poniesienie konsekwencji swoich nietrafionych decyzji. I na jakiś stopień ograniczenia tej podmiotowości zgadzamy się wszyscy. Chyba nikt, postulując traktowanie dzieci podmiotowo, nie ma na myśli pozwolenia kilkumiesięcznemu dziecku na ściągnięcie żelazka ze stołu, choć uczynienie czegoś takiego niewątpliwie zwiększałoby jego podmiotowość (zapewne na dość krótko).

Chciałbym teraz zaznaczyć, czym w naszym rozumieniu podmiotowość na pewno nie jest. Jeśli traktujemy kogoś podmiotowo, to w dużym uproszczeniu pozwalamy mu na podejmowanie decyzji i branie za nie odpowiedzialności. Oznacza to także, że jeśli odbieramy odpowiedzialność za podjęte przez dziecko decyzje, to odbieramy również podmiotowość. Oznacza to, że jeśli dajemy w jakimś obszarze wolność dziecku, ale amortyzujemy jego upadki, nie oznacza to wcale traktowania podmiotowego.

Po drugie, podmiotowe traktowanie nie oznacza pełnego zaufania. Jeśli nasz dorosły znajomy po raz trzeci z rzędu odwołuje w ostatniej chwili umówione spotkanie, mówiąc, że wypadło mu coś bardzo ważnego, a my w związku z tym mówimy mu, że nie będziemy się już z nim spotykać, to czy oznacza to, że nie traktujemy go podmiotowo? Nic z tych rzeczy. W takiej sytuacji po prostu mu nie wierzymy. Jakiś stopień zaufania rodzica czy wychowawcy wobec dziecka jest, oczywiście, potrzebny, aby móc zwiększać podmiotowość dziecka, ale nie musi być to zaufanie bezgraniczne. Przyjęcie założenia, że druga strona może nas okłamać albo naginać prawdę do swoich potrzeb nie neguje przecież jej prawa do podejmowania decyzji i brania za nie odpowiedzialności.

Budowanie podmiotowości dziecka będzie więc zwiększaniem tych obszarów, w których pozwalamy mu działać swobodnie i brać „na klatę” konsekwencje swoich działań. Nie zawsze musi się to wydarzyć od razu, czasami trzeba najpierw dać dziecku narzędzia do podejmowania takich decyzji i siłę do brania za nie odpowiedzialności. We wsadzeniu dziecka niemiejącego pływać do głębokiej wody jest więcej okrucieństwa niż wolności i dlatego staramy się pamiętać, aby do świata podmiotowości wysyłać dzieci odpowiednio wyposażone.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *